aktualności | galeria | artykuły | rekordy | treningi | zawody | sprzęt  
login:  hasło:    
freedivers | forum | księga gości | kontakt | linki | załóż konto  
menu strony
  
 aktualności
 galeria
 artykuły
 rekordy
 treningi
 zawody
 sprzęt
 linki
  
 freedivers
 kalendarz
 forum
 księga gości
 kontakt
  
rejestracja
 
załóż konto >>
przypomnij hasło >>

stowarzyszenie



freedivingpoland.org

VII Mistrzostwa Polski

VI Mistrzostwa Polski

treningi
 sklepik
Tomasz "Nitas" Nitka
Nie tylko Shallow Water Blackout
INNE ZAGROŻENIA W NURKOWANIACH BEZDECHOWYCH
Część I - Zagrożenia w nurkowaniach głębokich i/lub intensywnych


Wszyscy, którzy wiedzą cokolwiek o freedivingu zdają sobie sprawę z tego, że w każdym nurkowaniu grozi im ryzyko blackoutu z powodu hipoksji - niedotlenienia organizmu. Najczęściej ma on miejsce na ostatnich metrach przed osiągnięciem powierzchni dlatego nazywany jest Shallow Water Blackout (omdlenie na płytkiej wodzie). Jego konsekwencji można na szczęście uniknąć stosując odpowiednie procedury bezpieczeństwa (patrz, np. nr 1(33) PŚ - styczeń/luty 2003). Nie powinniśmy jednak zapominać, że hipoksja nie wyczerpuje wszystkich zagrożeń związanych z nurkowaniem na zatrzymanym oddechu. Niewątpliwie jest ona podstawowym i najpowszechniejszym ryzykiem. Jest też przyczyną największej ilości wypadków. Niestety musimy pamiętać, że przy bezdechach spotkać nas mogą też różne inne nieprzyjemności jak uraz ciśnieniowy ucha, uraz ciśnieniowy (zgniecenie) płuc, arytmie serca czy niedokrwienia kończyn a również zagrożenia zdawać by się mogło typowe wyłącznie dla nurkowań ze sprzętem jak choroba dekompresyjna, narkoza azotowa, toksyczność tlenowa, zatrucie dwutlenkiem węgla czy wreszcie awarie sprzętu w nurkowaniach No Limits.
   Trudno dokonać jakiejś uzasadnionej systematyki tych niebezpieczeństw. Ja lubię dzielić je na dwie kategorie. Pierwsza z nich dotyczy nurkowań bardzo głębokich (orientacyjnie powyżej 65 metra) lub bardzo intensywnych (duża ilość zanurzeń w krótkim czasie). W związku z tym odnosi się do naprawdę zaawansowanych nurków - zawodników ocierających się o rekordy świata lub zawodowych poławiaczy pereł, małż, gąbek itp. Druga kategoria to zagrożenia, z którymi możemy spotkać się na dużo mniejszych głębokościach i przy niewielkim natężeniu nurkowania. Dlatego dotyczy ona każdego z nas, nie wyłączając nawet początkujących.

Narkoza azotowa

Jest to efekt doskonale znany wszystkim nurkom sprzętowym. Okazuje się, że nie omija również bezdechowców, choć w ich przypadku, ze względu na krótki czas ekspozycji na wysokie ciśnienie parcjalne N2, pojawia się na dużo większych głębokościach. Zdaniem Erica Fattaha (były rekordzista w Constant Weight), aby narkoza wystąpiła muszą być spełnione cztery warunki:
   1. Głębokość powyżej 65 metra.
   2. Nurkowi musi być chłodno - nurkowanie odbywać się musi w zimnych wodach (nasze jeziora!).
   3. Musi być ciemno (znów nasze jeziora!).
   4. Nurek musi mieć wysokie stężenie CO2 we krwi (co ma miejsce jeśli przed nurkowaniem nie przeprowadzał hiperwentylacji, a więc właściwie zawsze!).
   Jeśli te okoliczności mają miejsce, wówczas narkoza z pewnością pojawi się w początkowej fazie wynurzania, a przy nurkowaniach powyżej 80 metrów może mieć miejsce nawet pod koniec zanurzenia (dotyczy to nurkowania w Constant Weight lub Free Immersion). Jej natężenie może być mniejsze u osób przywykłych do wysokich stężeń N2 (np. głęboko nurkujący sprzętowcy). Przebieg narkozy jest nieco inny niż przy nurkowaniu z butlami, choć podobny. Wszystko wydaje się odległe, nierealne. Widziany obraz staje się zamazany i falujący. Zaburzona jest zdolność do klarownego myślenia i oceny sytuacji. Nurek nie może skoncentrować się na pracy nóg (może nawet całkiem o niej zapomnieć!). Pojawiają się zawroty głowy i uczucie szumu / brzęczenia w całym ciele, a czasem strach.
   Typowym przypadkiem dezorientacji w wyniku narkozy była nieudana próba bicia rekordu w Constant Weight w 1997 roku, w czasie, której Alejando Ravelo po osiągnięciu zaplanowanej głębokości zamiast zabrać tabliczkę z wypisaną głębokością przez 20 sekund usiłował wyrwać kamerę filmującemu go nurkowi. W konsekwencji tej szamotaniny i wydłużenia czasu nurkowania stracił przytomność na ostatnich metrach przed osiągnięciem powierzchni.
   Inny ciekawy przypadek narkozy znaleźć można w opisie przygotowań Martina Stepanka do bicia rekordu świata w kategorii Free Immersion w 2001 r. Jedno z nurkowań treningowych Martin wykonywał na 83 metry. Założony profil przewidywał osiągnięcie powierzchni po 2 minutach i 45 sekundach. Na minutę i 15 sekund przed upływem tego czasu jego safety diver - nurkujący na bezdechu Paul Kotik - opuścił się na głębokość 20 metrów. Jednak Martin nie pojawił się w zaplanowanym czasie. Po 30 sekundach mocno zaniepokojony Paul opadł kolejne 10 metrów w dół. Dopiero po dłuższej chwili, kiedy już sam zaczął odczuwać silną potrzebę zaczerpnięcia powietrza, dostrzegł spokojnie wynurzającego się Martina. Całe nurkowanie trwało o 45 sekund dłużej niż planowano, ale zakończyło się szczęśliwie dla obu nurków. Kiedy Martin doszedł już do siebie i wyjaśnił przyczyny opóźnienia, pozostający cały czas na powierzchni Doug Peterson podsumował jego wyczyn następująco: "Mr Stepanek osiągnął już taki poziom doskonałości, że jego safety diverowi potrzebny jest własny safety diver". Na koniec wypada wyjaśnić, co takiego opowiedział Martin i jaki to ma związek z narkozą azotową? Otóż, kiedy znalazł się na maksymalnej głębokości dostrzegł przyglądającą się mu z ciekawością rybę. Widok ten tak go zafascynował, że poczuł, iż musi uciąć sobie pogawędkę z nowo poznanym towarzyszem. Na szczęście po kilkudziesięciu sekundach odzyskał jasność myślenia i zaczął się wynurzać. Do dziś nie wiadomo czy rzeczywiście była tam jakakolwiek ryba, czy też był to wyłącznie wynik jego imaginacji. Tak czy inaczej pogawędki z nieznajomymi na bezdechu na 83 metrach wytłumaczyć można tylko silnym zamroczeniem umysłu, za co odpowiedzialna jest właśnie narkoza azotowa.
   Należy nadmienić, że zaznaczoną na wstępie tego akapitu głębokość 65 metrów należy traktować umownie. Odnotowane zostały, bowiem dwa wypadki, w których nurkowie doznali objawów charakterystycznych dla narkozy już na 50, a nawet na zaledwie 45 metrach. W obu tych przypadkach nurkowie odbyli na maksymalnej głębokości trwające po kilkanaście sekund, niezaplanowane przystanki. Po wynurzeniu nie zdawali sobie z tego sprawy, a o tym, że miały one miejsce dowiedzieli się dopiero po analizie profilu nurkowania ściągniętego z komputera. Ponadto jeden z ww. nurków wynurzał się spiralnie (!!!) wokół liny opustowej co tak wydłużyło jego nurkowanie, że na 6 metrach doznał blackoutu. Po odzyskaniu przytomności nie pamiętał ani wspomnianego przystanku na 45 metrach ani swojego przedziwnego sposobu wynurzania.

Niedokrwienie kończyn

Elementami nurkowego odruchu ssaków - zespołu zmian adaptacyjnych zachodzących w organizmie zanurzającego się na bezdechu nurka - są między innymi obkurczenie naczyń krwionośnych dostarczających krew do peryferiów (kończyn, palców i skóry) oraz towarzyszący mu blood shift (przepompowanie krwi do naczyń krwionośnych klatki piersiowej). Obok dobroczynnych konsekwencji tych efektów tj. wydłużenia czasu pozostawania w bezdechu i zapobieżenia urazowi ciśnieniowemu płuc (patrz druga część artykułu) towarzyszą im też skutki negatywne. Kiedy po osiągnięciu maksymalnej głębokości nurek rozpoczyna powrót ku powierzchni jego kończyny są bardzo skąpo zaopatrywane w krew, a więc i w tlen. Efekt ten jest potęgowany przez bradykardię - zwolnienie rytmu serca - i oczywiście fakt zużycia części zapasów tlenu w fazie zanurzenia. W konsekwencji nurek może doznać uczucia omdlewania nóg, a nawet całkowitego braku władzy nad nimi. Przypadek taki opisuje Eric Fattah. W czasie jego nurkowania na 88 metrów w kategorii Constant Weight w roku 2001 (było to nurkowanie o 7 metrów głębsze od ówczesnego, oficjalnego rekordu świata) Eric kilkukrotnie zatrzymywał się w fazie wynurzenia dla odpoczynku, bo nie mógł zmusić swoich bezwładnych nóg do pracy. Dodatkowym czynnikiem, który potęgował niebezpieczeństwo była opisywana powyżej narkoza azotowa. Z jej powodu Eric miał ogromne trudności ze skoncentrowaniem się na wynurzaniu i pracy nóg w szczególności. Miał uczucie nierealności, odpływania ku nieznanemu. Na 55 metrach doznał kompletnego paraliżu kończyn i zaczął opadać. Na szczęście po kilku sekundach paraliż ustąpił, a Eric zdołał przezwyciężyć narkozę i ostatecznie osiągnął powierzchnię.
   Biorąc pod uwagę ryzyka narkozy azotowej i niedokrwienia kończyn, paradoksalnie może się okazać, że w głębokich nurkowaniach na bezdechu warto rozważyć dopuszczenie pewnej dozy hiperwentylacji (w celu obniżenia poziomu CO2, a co za tym idzie osłabienia efektu narkotycznego azotu) oraz ograniczenie działań zmierzających do aktywacji nurkowego odruchu ssaków (w celu osłabienia efektu blood shift i w konsekwencji mniejszego niedokrwienia kończyn). Oczywiście, jeśli chodzi o hiperwentylację to trzeba pamiętać, że zwiększa ona ryzyko blackoutu z powodu hipoksji (zarówno ze względu na opóźnienie wystąpienia odruchu oddechowego jak i przyśpieszenie niedokrwienia mózgu) i dlatego dopuszczalna jest wyłącznie przy zapewnieniu pełnej, stuprocentowej asekuracji zarówno ze strony nurków sprzętowych jak i bezdechowych.

Toksyczność tlenowa

W istocie zdania na temat tego czy rzeczywiście w nurkowaniach bezdechowych można doświadczyć toksyczności tlenowej są podzielone. Głębokości, jakie osiągane są w kategoriach No Limits i Variable Ballast (obecnie odpowiednio ok. 170 i 130 metrów) są na tyle duże, że ciśnienie parcjalne tlenu w płucach mogłoby (w pierwszej z nich) znacznie przekroczyć 3 ATA. Oczywiście organizm nurka stale metabolizuje tlen zmniejszając jego ilość i prężność, jednak faza zanurzenia w obu wspomnianych kategoriach odbywa się na windzie, gdzie nurek pozostaje praktycznie w bezruchu. Dlatego zużycie tlenu jest tu bardzo ograniczone. Ponadto nurek doświadcza wpływu bardzo silnego na tych głębokościach nurkowego odruchu ssaków (m.in. dramatyczne zwolnienie rytmu serca - nawet do 10 uderzeń na minutę, obkurczenie naczyń krwionośnych dostarczających krew do peryferiów) co dodatkowo obniża konsumpcję tlenu. W rezultacie po trwającym ok. 90 - 120 sekund zanurzeniu w organizmie nurka pozostaje go jeszcze dość dużo by jego ciśnienie parcjalne w płucach znajdowało się w okolicach 3 ATA, a więc dużo powyżej granic dopuszczalnych w nurkowaniach ze sprzętem. Z drugiej strony czas ekspozycji jest na tyle krótki, że nie wszyscy eksperci są gotowi uznać toksyczność tlenową za rzeczywiste zagrożenie.
   Tak czy owak historia notuje, co najmniej kilka przypadków blackoutu na bardzo dużych głębokościach, w których hipoksję z całkowitą pewnością należy wykluczyć jako przyczynę. W dwóch z wspomnianych przypadków nurkowie (Pipin Ferreras i Audrey Mestre) odzyskali przytomność po osiągnięciu mniejszej głębokości (byli podłączeni do balonu, dzięki czemu mimo blackoutu wynurzenie było kontynuowane), gdzie ciśnienie parcjalne tlenu uległo zmniejszeniu. Jeden przypadek zakończył się tragicznie, kiedy Cyril Isoardi wykonywał treningowe nurkowanie na 100 m (bez udziału safety divers!). Na video (nurkowanie było filmowane przez zainstalowaną na windzie kamerę) widać jak po osiągnięciu zaplanowanej głębokości Cyril traci przytomność i nie jest w stanie odpalić balonu. Jego ciała nigdy nie odnaleziono. Również Stefano Makula doświadczył blackoutu na dużych głębokościach jednak w jego przypadku obyło się bez nieszczęścia - został wyciągnięty na powierzchnię przez nurków asekurujących.
   Wydaje się, że we wszystkich opisanych powyżej przypadkach przyczyną utraty przytomności mogła być toksyczność tlenowa.

Zatrucie dwutlenkiem węgla

   To temat, który podobnie jak toksyczność tlenowa nie jest dokładnie rozpoznany. Wydaje się, że w przypadku nurkowań bardzo głębokich i połączonych z wysiłkiem, a więc zwiększoną konsumpcją tlenu z jednej strony, a zwiększoną produkcją dwutlenku węgla z drugiej, ryzyko zatrucia CO2 może się pojawić. Kategorią, która spełnia te warunki jest Variable Ballast. Nurkowie schodzą w niej przy użyciu windy na 120 - 130 metrów, a następnie, inaczej niż w przypadku No Limits, gdzie wynoszeni są bez wysiłku przez balon, wynurzają się podciągając się na linie opustowej. W początkowej fazie wynurzenia (powiedzmy w 1/3 długości od dna) występuje faza krytyczna ze względu na stężenie CO2. Do tego momentu organizm nurka zdołał już wyprodukować duże jego ilości, a jednocześnie ciśnienie zewnętrzne jest bardzo wysokie i sięga ok.. 10 atmosfer. Ciśnienie parcjalne dwutlenku węgla może, więc osiągnąć niebezpieczny poziom. Nawet, jeśli uznamy, że czas ekspozycji nie jest odpowiednio długi, aby doszło do rzeczywistego zatrucia, to ponad wszelką wątpliwość podwyższone stężenie CO2 przyczynia się do spotęgowania narkotycznego działania azotu. W konsekwencji może to prowadzić nawet do utraty przytomności.

HPNS - Zespół Neurologiczny Wysokich Ciśnień

   Skoro omawiamy tu zagrożenia typowe dla nurkowań sprzętowych, to nie sposób zapomnieć o zespole neurologicznym wysokich ciśnień. Jednak czy w przypadku bezdechów istnieje możliwość jego wystąpienia? Z jednej strony w No Limits głębokości sięgają już 170 metrów, a prędkość zanurzenia jest bardzo duża i waha się w okolicach 2 metrów na sekundę. Są to wartości, które w przypadku sprzętowców niewątpliwie prowadziłyby do wystąpienia HPNS. Jednak z drugiej strony trzeba pamiętać, że bezdechowiec ma w płucach ogromne ilości azotu, który jak wiadomo, neutralizuje objawy związane z wysokim ciśnieniem. Wydaje się, więc, że ze strony HPNS nic nam nie grozi, choć ze względu na brak materiału doświadczalnego, trudno powiedzieć to z całkowitą pewnością.

Awarie sprzętu

W odniesieniu do freedivingu często używamy nazwy "nurkowanie bez sprzętu". Rzeczywistość jest nieco inna, niż można by przypuszczać po tym określeniu, bo tak naprawdę freediving wymaga użycia specjalistycznego wyposażenia. Mimo to jego awarie raczej nam nie grożą. Nie musimy obawiać się zamarznięcia automatu oddechowego, przekłamań wskazań manometru czy mimowolnego napełnienia kamizelki wypornościowej, bo ich nie stosujemy. W typowych nurkowaniach nasze być albo nie być, zależy prawie wyłącznie od naszego organizmu. Najgorsze, co może się przytrafić w związku ze sprzętem, to chyba połamanie płetw z włókna węglowego. Niewątpliwie nie należy to do przyjemności, ale w końcu niewielu z nas takie płetwy posiada. Gdyby jednak taka atrakcja kogoś spotkała powinien zachować się analogicznie jak w przypadku zgubienia płetwy - jak najszybciej uciekać do góry. Jeśli nurkowanie odbywałoby się przy linie opustowej, powinno się z niej skorzystać, wyciągając się po niej rękami (właśnie, dlatego opustówka powinna być dość gruba i przyczepiona do solidnej, tj. dającej wyraźny opór bojki). Przy braku liny trzeba niestety wiosłować jedną płetwą, najlepiej ruchami delfina.
   Zupełnie inaczej sprawa wygląda w nurkowaniach No Limits. Tu sprzęt (najczęściej balon wypornościowy) jest niezbędny do pomyślnego zakończenia kluczowej fazy nurkowania - wynurzenia. O tym, że mogą być z tym problemy najdobitniej świadczy ubiegłoroczny wypadek Audrey Mestre. Kłopoty z wynurzaniem doprowadziły do jej śmierci. Oficjalny raport podaje, że przyczyną problemów było uszkodzenie teflonowej powłoki, którą pokryta była lina opustowa. Wynikające stąd zwiększone tarcie, w połączeniu z kilkoma innymi okolicznościami spowodowało, że Audrey wynurzała się w bardzo wolnym tempie, by ostatecznie definitywnie zatrzymać się na głębokości 120 metrów. Przy jednoczesnych karygodnych zaniedbaniach w asekuracji doprowadziło to do tragicznego zakończenia. Tak czy owak nie ulega wątpliwości, że w tej kategorii skrupulatne sprawdzenie sprzętu przed każdym zanurzeniem decyduje o przeżyciu lub śmierci nurka.

Choroba dekompresyjna

Zdawać by się mogło, że bezdechowcy jako nurkowie nie oddychający sprężonymi mieszankami, nie są narażeni na ryzyko choroby dekompresyjnej. Okazuje się, że niekoniecznie musi to być prawdą. W przypadku nurkowań rekreacyjnych, uprawianych z niewielką intensywnością i na niezbyt duże głębokości, rzeczywiście nie grozi nam nadmierna kumulacja azotu. Jednak w innych przypadkach niejednokrotnie zaobserwowano objawy charakterystyczne dla choroby dekompresyjnej. W czasie pojedynczego nurkowania czas ekspozycji na wysokie ciśnienie parcjalne azotu jest bardzo krótki. Jeśli jednak nurek wykonuje całą serię zanurzeń w niewielkich odstępach czasu, rozpuszczony we krwi i tkankach azot zaczyna się kumulować. Biorąc pod uwagę, że szybkość wynurzania freedivera (ok. 60 metrów na minutę, a w przypadku No Limits dużo więcej) dalece przekracza normy obliczone dla scuba, mogą pojawić się problemy.
   Prawdopodobnie pierwsze zapisy na temat występujących u nurków bezdechowych urazów, których przyczyny wskazują na DCS datują się na rok 400 przed nasza erą i znajdują się w Rodyjskim Prawie Morskim. Współcześnie uczeni wielokrotnie zwracali uwagę na objawy takie jak paraliż, spazmatyczne porażenie kończyn dolnych czy konwulsje występujące u śródziemnomorskich poławiaczy gąbek przypisując im jako przyczynę uwalnianie nadmiaru gazów rozpuszczonych we krwi. Dość dokładnie zbadano ten problem u poławiaczy pereł polinezyjskiego archipelagu Tuamotu. Wykonywali oni dziennie od 40 do 60 zanurzeń na głębokości sięgające 30-40 m. Łączny czas jednego zanurzenia wynosił ok. 100 sekund, a przerwy pomiędzy nimi wahały się od 4 do 6 minut. Większość z nurków doświadczała objawów nazywanych "taravana". Obejmowały one nudności, zawroty głowy, utratę słuchu, zaburzenia widzenia, bóle stawów i częściowy lub kompletny paraliż. Notowane były też przypadki śmiertelne.
   Również czołowi freediverzy jak np. Pipin Ferreras mieli dolegliwości charakterystyczne dla DCS. Ustępowały one po zastosowaniu leczenia w komorze dekompresyjnej. Najnowsza historia notuje też jeden bardzo poważny wypadek, w którym podejrzewa się, że jego przyczyną była kumulacja azotu. Chodzi o mający miejsce w lecie 2002 roku wypadek Benjamina Franza, w wyniku, którego uległ on częściowemu paraliżowi i do dnia dzisiejszego porusza się na wózku inwalidzkim. Benjamin przygotowywał się do ustanowienia nowego rekordu w kategorii No Limits na głębokości 165 m. W trakcie bardzo intensywnego treningu poprzedzającego próbę wykonywał nawet do siedmiu zanurzeń dziennie na głębokości przekraczające 100 metrów. Mimo, że lekarze nie postawili diagnozy jednoznacznie wskazującej na chorobę dekompresyjną jako przyczynę, to jednak wiele przemawia za tym, że to właśnie ona jest odpowiedzialna za ten wypadek. Między nami mówiąc trudno nie dziwić się niefrasobliwej postawie samego Benjamina i jego trenerów, którzy pozwolili mu wykonywać tak głębokie nurkowania z tak dużą częstotliwością.
   Jak pokazały eksperymenty, aby doznać objawów charakterystycznych dla choroby dekompresyjnej należałoby wykonać na przykład ok. 50 zanurzeń na głębokość 15-20 metrów w czasie 5 godzin. Taką serię nurkowań wykonał w 1965 roku dr P. Paulev - oficer medyczny Duńskiej Marynarki Wojennej. Dwie godziny po wyjściu z wody zaczął skarżyć się na trudności w oddychaniu, nudności, bóle i paraliż nóg, niedowład ręki i zaburzenia widzenia. Po poddaniu leczeniu w komorze dekompresyjnej przy ciśnieniu 6 atmosfer wszystkie objawy ustąpiły. Prowadzone później (1965, 1967) przez Pauleva symulacje komputerowe pokazały, że przekroczenie limitów stężenia azotu akceptowanych w nurkowaniach na sprężonym powietrzu, można uzyskać we freedivingu już po 13 dwuminutowych zanurzeniach na 19 metrów pod warunkiem skrócenia surface intervals do jednej minuty. Ten sam efekt osiąga się po zaledwie 5 zanurzeniach przy zwiększeniu głębokości do 30 metrów i utrzymaniu tego samego schematu czasowego.
   Jak więc widać objawów DCS można się wprawdzie dorobić, ale wymaga to dość dużego samozaparcia (i umiejętności). Nam zwykłym, bezdechowym śmiertelnikom nie grozi wiele z tej strony. Mimo to, nawet my powinniśmy pamiętać, że istnieje takie zagrożenie i z tego powodu, zarówno w nurkowaniach rekreacyjnych jak i podczas poprawiania swoich rekordów życiowych, zachowywać odpowiednio długie przerwy pomiędzy kolejnymi zanurzeniami. Jako absolutne minimum przyjmuje się, aby surface interval był